Czekałam i czekałam ale Natek nie miał zamiaru się przekręcać. Był poniedziałek, do terminu został tydzień. Na wizycie usłyszałam "jeśli się nie odwróci, przyjdzie pani na cesarkę". Ustaliliśmy termin i 3 dni później Natek był już z nami. Moje odczucia? Przyjeli mnie na oddział. Za godzinę miałam cewnik. nawet nie bolało. A wszyscy straszyli że będzie bolało. Po cewnikowaniu kilka minut i zaproszono mnie na sale operacyjną. Strach przed nieznanym był ogromny, ale to co straszne miało dopiero nadejść... Znieczulenie podpajenczynówkowe- Usłyszałam że będzie dla mnie najlepsze. Anestyzjolog był świetny, tak mnie zagadywał, że wydawało mi się że dopiero 2 minuty tu leże. Nim się obejrzałam Natan był już na świecie, a lekarze mnie zszywali. Wszystko było idealnie, jeszcze lekarz się zaśmiał "czy włożyć małego z powrotem? :)". Stwierdziłam że nie bo za ciężko mi się z nim chodziło- dźwigaj prawie 4kg w brzuchu :D Wszystko poszło super, przy szyciu czułam tylko delikatne łaskotanie. Nie wiedziałam że najgorsze przede mną...
======================================================
Ciąg dalszy nastąpi :-)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz